Dzisiaj na portalu Interia.pl przeczytałem krótki artykuł Bartłomieja Mrożewskiego dotyczący planowanego wprowadzenie elektronicznych podręczników do szkół. Projekt takiego rozporządzenia Ministerstwa Edukacji trafił właśnie do konsultacji społecznych. Autor wymienia szereg zastrzeżeń, jakie środowisko szkolne i wydawnicze ma do zaproponowanych regulacji. Argumenty przeciw padły, a czy są jakieś argumenty za?
Zacznijmy od wspomnianego w pierwszym rzędzie problemu piractwa. Wydawcy obawiają się, że tylko nieliczni uczniowie będą kupować e-podręczniki, reszta będzie korzystała z nielegalnych kopii. Oczywiście – jest taka możliwość. Jak pokazuje praktyka, nie da się do końca ustrzec przed zjawiskiem piractwa, nie ważne, co by się robiło. Podstawowym jednak problemem, który owo piractwo wywołuje, jest kwestia ceny. Obecnie e-wydawcy robią wszystko, aby powstrzymać czytelników ebooków przed nielegalnym rozpowszechnianiem i kopiowaniem książek. Problem w tym, że zabezpieczenia są nieskuteczne – wystarczy paręnaście minut w sieci i można obejść niemal każde zabezpieczenie DRM. Po co więc wydawać niemałe przecież sumy na taką formę walki z piractwem, która jest nieskuteczna? Czy prostszym rozwiązaniem nie byłoby po prostu obniżenie cen e-podręczników? Poza tym pamiętajmy, że nad wykorzystywaniem ebooków w szkole pieczę będą mieli nauczyciele i to przecież oni mogą sprawdzić, czy uczeń korzysta z legalnej książki, tak, jak robią to teraz w przypadku tradycyjnych podręczników. Sposobów na ochronę własności intelektualnej jest zresztą znacznie więcej – nie muszą one się wcale wiązać z wysokimi kosztami. Oczywiście wydawcy muszą liczyć się z tym, że niektórzy będą rzeczywiście używać nielegalnych kopii, ale czym to się różni od obecnej sytuacji, w której dziecko używa skserowanego podręcznika, bo jego rodziców nie stać na oryginalny?
Wydawcy podnoszą jeszcze jeden argument, – że taniej nie będzie, głównie ze względu na VAT, który w Polsce, w stosunku do ebooków, wynosi aż 23%. O tym problemie pisałem już swego czasu na łamach Litera lubi cyfrę. Obniżenie VATu na ebooki jest kwestią dobrej woli. Na razie władza zasłania się przepisami UE, ale przecież Francja VAT na ebooki obniżyła. Sprawa VATu powinna stać się przedmiotem konsultacji, w trakcie których można by wynegocjować niższe stawki chociażby właśnie na e-podręczniki.
Wskazano jeszcze na kwestię, że książka zapisana w formacie PDF nie spełni swojej roli edukacyjnej, ponieważ nie będzie w stanie wykorzystać możliwości, jakie dają nowoczesne urządzenia, zaś tworzenie książek wzbogacanych innymi mediami jest droższe i wyższa byłaby po prostu ich cena.
Po pierwsze – wydawca wcale nie musi zabezpieczać e-książki akurat w taki sposób. I wcale nie musi to być PDF. Połączenie cyfrowej treści z potencjałem tabletu daje olbrzymie możliwości kreacji. Można chociażby stworzyć specjalną aplikację, za pomocą której wyświetlano by zaaprobowaną przez ministerstwo treść edukacyjną, wzbogaconą przez odpowiednie media. Taka aplikacja rosłaby wraz z dzieckiem. Gdy to przechodziłoby do następnej klasy rodzice, za odpowiednia opłatą, kupowaliby po prostu aktualizację na kolejny rok. Zresztą, możliwości jest znacznie więcej, wystarczy tylko chcieć ich poszukać i nie koniecznie muszą wiązać się one z dużymi kosztami.
Zarówno kwestię piractwa, wysokich cen, pewnej jednorazowości ebooka (jeżeli jest zabezpieczony DRMem, który uniemożliwia jego odsprzedawanie) a także problem wzbogacenia treści innymi mediami można załatwić przy odrobinie dobrej woli i pomysłowości.
Ową dobrą wolę musiałby wykazać rząd i wydawcy. Rząd – obniżając stawkę VAT na e-podręczniki. Wydawcy – obniżając cenę samych podręczników i rezygnując z polityki traktowania klienta, jak potencjalnego złodzieja. Niższy podatek i niższa cena e-podręcznika nie oznaczają dla tradycyjnych wydawców zagrożenia, ale otwarcie nowego kanału dystrybucji. W myśl projektu wszyscy wydawcy będą i tak musieli tworzyć ebooki. Pomysł ten stabilizuje więc konkurencję na tym samym poziomie, zmienia się tylko format książki. Biorąc pod uwagę fakt, że konkurencja między wydawcami e-podręczników i tak jest na pewnym poziomie sztuczna, gdyż o możliwości korzystania z danej publikacji w szkole decyduje ministerstwo, to wydawcy walczą ze sobą, co najwyżej formą i rzadko kiedy –ceną. Rozporządzenie przenosi oczywiście tę walkę na nowy, cyfrowy grunt i tak naprawdę w tym tkwi największy problem dla wydawców – po prostu będą musieli poddać się procesowi digitalizacji, co oznacza dodatkowe koszty i więcej pracy.
Skoro jest tyle „problemów” i braku dobrej woli, to dlaczego więc e-podręczniki powinny trafić do polskich szkół?
Ponieważ jest to zwykła odpowiedź na współczesność, w której dostęp do internetu jest czymś powszechnym i oczywistym. Obecnie zmienia się zupełnie paradygmat edukacyjny. Poprzez cyfrową rewolucję, która sprawiła, że zdobycie informacji w sieci trwa kilka-kilkanaście minut, pamięciowe uczenie wybranych informacji musi zostać zastąpione uczeniem samodzielnego myślenia i umiejętnością zdobywania, przetwarzania i wykorzystywania informacji. Nie ma sensu uczyć dzieci całej tablicy Mendelejewa, skoro mogą one ją wyświetlić na swoim telefonie lub tablecie w ciągu kilku sekund. Trzeba ich nauczyć, co zrobić z pozyskaną w taki sposób wiedzą. Wykorzystywanie w tym celu nowoczesnych technologii i nowych form zapisu danych nie jest tylko nowinką mogącą wspomagać nauczanie, ale jest po prostu odzwierciedleniem rzeczywistości.
Współczesne dzieci i młodzież od początku żyją w świecie komputerów, tabletów, smartphonów i internetu i wykorzystują je na co dzień – głównie do rozrywki i komunikacji. Wystarczy spojrzeć na ostatnie informacje płynące z Wielkiej Brytanii, gdzie już 10% dzieci poniżej 10 roku życia ma swojego własnego smartphona. Dla nich jest to naturalne. Aby więc szkoła nie była reliktem przeszłości, musi wykorzystywać te same urządzenia i komunikować się z uczniami w podobny sposób, w jaki oni robią to w swojej pozaszkolnej rzeczywistości. Nowoczesna technologia nie jest problemem uczniów, ale przede wszystkim nauczycieli.
Tablety, e-podręczniki, edukacyjne aplikacje- to wszystko są narzędzia, które szkoła powinna wykorzystywać w procesie edukacji, w którym dzieci powinny nabyć pewne umiejętności i kompetencje pozwalające im na sprawne i kreatywne wykorzystywanie współczesnej techniki i informacji, do której mają niemal nieograniczony dostęp. To nie jest tylko kwestia niższych cen czy lżejszego plecaka – jest to po prostu doganianie współczesnego świata. W przyszłości nikt nikogo nie będzie pytał, czy potrafi wymienić wszystkie rzeki w Azji, gdyż ta wiedza jest dostępna na wyciągnięcie ręki. W przyszłości padnie pytanie – która z azjatyckich rzek może być dobrym szlakiem handlowym.
Wprowadzenie e-podręczników do szkół to nie kwestia pieniędzy czy problemów technologicznych, to nawet nie kwestia ulżenia rodzicom i dzieciom. To kwestia zmiany myślenia o edukacji i dostosowanie jej do potrzeb współczesnego społeczeństwa. To kwestia budowania kapitału ludzkiego poprzez nowoczesną edukację.
Zobacz również:
W te wakacje mamy stać się świadkami nowej jakości w świecie elektronicznych książek. Sztandar z...
Kanadyjska firma Kobo, którą śmiało można nazwać jednym z największych konkurentów Amazonu na między...
Czy komukolwiek należy przedstawiać Izaaka Newtona? Tak myślałem. Za to warto od czasu do czasu wspo...







I tak siedem godzin lekcyjnych z tym tabletem… chyba by mnie szlag z miejsca trafił i moje oczy -5 dioptrii każde :(
Zastanawia mnie też, skąd te dzieci i rodzice wezmą tablety, chyba że będą je im szkoły wypożyczać albo państwo finansować… Zgadzam się za to z podsumowaniem tego tekstu – szkoła powinna być ciekawsza, bardziej twórcza i rozwijać umiejętność zdobywania i przetwarzania informacji, nie zaś wkuwania ich na pamięć. Tylko że na razie i tak dyskutuje się o podręcznikach w PDF, zapewne takich samych jak papierowe, no bo szkoda zapewne wydawcom czasu i pieniędzy na robienie bardziej skomplikowanych, ciekawych aplikacji. Na razie pomysł e-podręczników średnio mi się podoba, bo wydaje mi się oderwany od większych problemów polskiego szkolnictwa. Ale znając pomysły naszych polityków, boję się proponować reformę…
@Ag – tablet tabletowi nie równy. Zresztą to nie musi być zwykły tablet , już wkrótce światło dzienne zaczną oglądać tablety z kolorowym e-papierem, chodzi mi jednak przede wszystkim o to, że polski system edukacji musi doszlusować do wyższych standardów, gdyż to właśnie edukacja buduje kapitał ludzki, a bez niego nie ma co liczyć na rozwój gospodarki czy innowacyjne technologie itp. :) Także ja popieram każde działania, które świadczą o tym, że coś się zmienia, zresztą napisałem, że najważniejsza jest zmiana paradygmatu nauczania, e-podręczniki byłyby tylko jej objawem:)
Ag – z tą wadą wzroku to chyba masz rację, widziałaś Japończyków wszyscy w okularach, chyba trzeba branżę zmieniać :)