Dwaj najwięksi antagoniści amerykańskiego rynku elektronicznych książek, w kategorii dystrybutorów: Barnes and Noble oraz Amazon. Dwa zupełnie odmienne początkowe modele biznesowe – internetowy gigant i księgarski olbrzym. Niestety, na glinianych nogach. Te dwie firmy konkurują ze sobą na każdym ebookowym kroku, choć właściwszym i bliższym prawdy byłoby stwierdzenie, że przeważnie to Amazon jest z przodu, a Barnes and Noble stara się nadgonić. Podobnie jest z tabletami.
Zaraz, zaraz – przecież to Barnes and Noble jako pierwszy z tej dwójki zaprezentował kolorowy czytnik – Nook Color, na długo przed tym, nim Amazon wziął się za swój tablet. To prawda, ale nie potrafił wykorzystać tkwiącego w tym segmencie potencjału. Nook Color był skrojony przede wszystkim pod wzbogacane ebooki i nie odpowiadał rodzącej się właśnie nowej formie konsumpcji mediów – za pomocą tabletów. Rynek tych urządzeń, pod wpływem Apple, eksplodował, a BN przeoczył ten Wielki Wybuch.
Amazon również wszedł mocno spóźniony ze swoim tabletem – Kindle Fire. Ale od razu wyznaczył nowy standard – tani sprzęt, bogata paleta usług, od książek po filmy, muzykę i gry. Tego Barnes and Noble nie miał i mimo, że odpowiedział własnym tabletem (który koncepcyjnie mógł powstawać nawet wcześniej lub w tym samym czasie, co urządzenie Amazonu), to nie był w stanie zmienić stanu rzeczy. Zabrakło odpowiedniego ekosystemu, ale również cena była o 50 dolarów większa. Mimo to tablet od Barnes nad Noble został dość dobrze przyjęty i zyskał w 4 kwartale zeszłego roku około 7% rynku. Przy czym Kindle Fire zdobyło dwa razy większy udział – na poziomie 14%.
Jak wspomniałem wyżej, w segmencie tanich tabletów powiązanych z dystrybutorami treści (a takimi są zarówno Kindle Fire, jak i Nook), liczy się oferta i cena. Barnes and Noble dopiero zaczyna wchodzić w niektóre segmenty rynku, których wcześniej nie eksplorował, a z których Amazon czerpie całymi garściami i dzięki którym buduje swoją ofertę. Przez BN daleka droga w tej dziedzinie bez wyraźnych widoków na sukces – mimo wszystko Barnes and Noble to konkurent lokalny i do tego obciążony fizycznymi placówkami. Aby jednak zmniejszyć ten dystans firma zdecydowała się na wprowadzenie nowego modelu tabletu Nook – odchudzonego do 8 GB pamięci i tylko 512 MB RAM, za to w cenie Kindle Fire – 199$. Czy to dobry krok?
Nie zaszkodzi. Generalnie różnica tak naprawdę jest w RAM, bo i jeden i drugi model może zostać powiększony o dodatkową pamięć za pomocą kart SD. 512MB RAM to też nie jest mało – wszystko zależy od tego, jak została skrojona androidowa nakładka i do czego ma służyć tablet. Poza grami, które zapewne z roku na rok będą wymagały większej ilości pamięci, to 512MB RAM powinno do reszty zadań być wystarczające. Dlaczego więc BN nie poszedł od razu w tę specyfikację?
Trudno powiedzieć. Możliwe, że chciał powalczyć z Kindle Fire właśnie specyfikacją. Ale akurat przy narzuconym przez Amazon modelu dla tego typu urządzeń specyfikacja okazała się mało znaczącym czynnikiem konsumenckiego wyboru. To oczywiście spekulacja – zaś nie ulega wątpliwości fakt, że Barnes and Noble zdecydowało się na tańszy model.
I może to być realna alternatywa dla Kindle Fire. Mimo wszystko Nook nie jest ograniczony, jak Amazon, który ma własny format ebooków czy własny app store. Tylko, że klienci wybierają Kindle Fire właśnie ze względu na ten ekosystem. Cóż, dla nas, z perspektywy Polski, jest to problem dość hipotetyczny. Ale być może już wkrótce będzie on realny – gdy Amazon wejdzie do naszego kraju. Jego śladami raczej nie przyjdzie Barnes and Noble, ale Kobo bym się spodziewał. I powstanie pytanie – jeden bogaty, ale zamknięty ekosystem czy nie?
Zobacz również:
W obliczu rosnącego konsumenckiego popytu na tablety, które zdobywają szturmem popularność na cały...
Cyfrowe podręczniki powoli zaczynają stawać się częścią systemu edukacji i procesu nauczania. Oc...
Od dłuższego czasu z dużym zainteresowaniem przyglądam się temu, co dzieje się w świecie cyfrowej pr...








